Gdy ktoś spuści mnie ze smyczy i wskaże palcem Hollywood… Kultura w Zero.pl
Skoro pierwszą ofiarą upadku mediów najczęściej bywa kultura, to dlaczegóż wiadomość o wydarzeniu kulturalnym miałaby nie zwiastować narodzin nowego medium? Portal Zero.pl będzie przecież nie tylko krynicą rzetelnego dziennikarstwa, ale również fabryką szalonych pomysłów oraz platformą rewizji naszej wiedzy o świecie. Sam obgryzam paznokcie z taką ekscytacją, że nadaję do Was z newslettera. Kto tak robi?
Co uratuje Oscary? Odwaga
Kojarzycie jeszcze Oscary? Imprezę, którą celebryci mylą z geopolitycznym seminarium, organizatorzy z nocą kabaretową w Mrągowie, zaś widzowie – ze świętem kina? Los Angeles utonie w brokacie dopiero 15 marca. Ale już dziś dowiedzieliśmy się, kto będzie rywalizował o złote rycerzyki. I znów – żadnego szoku, samo dowierzanie.
Ktoś złośliwy powie, że Oscary są współczesnej kulturze potrzebne jak świni siodło. Kto inny – że przez upasionych na streamingowo-serialowym wikcie widzów przemawia cynizm. Postaram się wszystkich pogodzić. Artystycznie skompromitowane, ekonomicznie niestabilne i pozbawione tożsamości, nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej są bladym wspomnieniem po wydarzeniu, które wyznaczało trendy i kształtowało wrażliwości. Co wcale nie oznacza, że nie ma dla nich ratunku. Rozległe i pęczniejące niczym grzybnia ciało jurorskie musi tylko odważniej zwrócić się w stronę masowego widza.
Kuriozalnie drogi film z nominacją
Rekordowe szesnaście nominacji dla filmu „Grzesznicy” Ryana Cooglera to dobra wiadomość. Nie tyle z powodów statystycznych (czternaście, czyli najwięcej szans na zwycięstwo, miały dotąd „Wszystko o Ewie” Josepha L. Mankiewicza, „La La Land” Damiena Chazelle’a oraz „Titanic” Jamesa Camerona), co artystyczno-komercyjnych. Najzwyczajniej w świecie, dobrze widzieć na Oscarach gatunkowy miks soulowego musicalu, folk-horroru o wampirach oraz kina gangsterskiego; film, który uszlachetnia każdy z tych gatunków opowieścią o dziedzictwie czarnej Ameryki, zaś przy okazji – zarabia pieniądze.
Nieliche trzynaście nominacji dla „Jednej bitwy po drugiej” Paula Thomasa Andersona to z kolei najsłodsza z gorzkich wiadomości. Słodka, bo to świetny film o współczesnej Ameryce, nawet jeśli niektórzy mylą go z wezwaniem do zbrojnego oporu przeciw Trumpowi. Gorzka, ponieważ jest to kuriozalnie drogi film, który już na etapie koncepcyjnym był obietnicą box-office’owej porażki. Nie chce być gościem z kalkulatorem, wychowano mnie na humanistę. Ale nawet ja wiem, że Netflix czający się dziś na zadłużone studio Warner Bros. to efekt uboczny strategii producenckiej, z której zrodził się film Andersona.
Kto na pewno dostanie Oscara?
Są pewniaki. Timothée Chalamet ma już w kieszeni nagrodę za rolę w „Wielkim Martym” Josha Safdiego – opowieści o zdeterminowanym ping-pongiście, który w powojennej Ameryce spełnia swój kapitalistyczny sen. Jesse Buckley zgarnie statuetkę za pogrążoną w żałobie żonę Williama Szekspira, Agnes w „Hamnecie” Chloe Zhao. Dwa gwarantowane laury – za najlepszą pełnometrażową animację oraz piosenkę – mają też netfliksowe „K-popowe łowczynie demonów”.
Niestety, wygląda na to, że legendarna kompozytorka Diane Warren znów zamknie szampana. Pomimo piętnastu nominacji, na półce trzyma „jedynie” oscara honorowego.
Cieszy obecność nieanglojęzycznego kina w głównych kategoriach – „Tajny agent” Brazylijczyka Klebera Mendonki Filho (kryminał rozegrany w spalonym słońcem i trzymanym w żelaznym uścisku dyktatury mieście Recife to w moim przekonaniu najlepszy film ubiegłego roku) zmierzy się z „Wartością sentymentalną” Norwega Joachima Triera (napędzanej przepięknymi kompozycjami Hani Rani). A kto wie, być może kawałek torciku podkradnie im Jafar Panahi? Za film „To był zwykły przypadek” irański dysydent zdobył w ubiegłym roku Złotą Palmę w Cannes.
Polka nominowana do Oscara
Nominowana za najlepsze kostiumy Polka, Małgosia Turzańska, ubrała Williama i Agnes Szekspirów tak, by nikt nie miał wątpliwości co do symboliki ich relacji. On chadza w błękicie, jest chłodny, racjonalny, szuka odpowiedzi w sztuce. Ona to gorejąca czerwień – targana namiętnościami, osuwająca się w otchłań żalu po stracie dziecka. Wyróżnienie dla Turzańskiej nie zdziwi nikogo, kto lubi nacieszyć oko doskonałą szatą. Absolwentka praskich i nowojorskich szkół artystycznych nie wyłoniła się nagle z morskiej piany. Jej robota w „Zielonym rycerzu”, „X”, „Pearl” czy „Snach o pociągach” (również nominowanych w tym roku) to czysta poezja i efekt niemal dwudziestoletniego doświadczenia.
Oscary na YouTube? Już w 2029 roku
Wszystko to niezwykle ekscytujące, lecz pytanie o sens ceremonii w obecnym kształcie pozostaje w mocy. W 2029 roku Oscary przywitają się z serwisem YouTube i już teraz mówi się o tej tranzycji jako o „końcu pewnej epoki”. Technicznie – tak, będzie to koniec długiej tradycji transmitowania nagród w tradycyjnych pasmach telewizji. Praktycznie – zmiany muszą wykraczać poza medium. Powinny dotyczyć anachronicznej gali, kryteriów selekcyjnych, komunikatu wysyłanego środowiskom artystycznym oraz tuzina innych rzeczy. Choćby po to, by nazywanie The Game Awards – nagród dla branży elektronicznej rozrywki oglądanych przez dziesięciokrotnie większą widownię – „Oscarami gier wideo” miało nieco więcej sensu.
Jeżeli komuś przeszkadza, że w kociołku z ironią bulgocze, to cóż… mam złą wiadomość. Gdy Zero.pl wystartuje – a stanie się to zanim Dorotka trzykrotnie stuknie obcasem i krzyknie „Nie ma jak w domu!” – ironii oraz jej pochodnych będzie więcej. Zwłaszcza, gdy ktoś spuści mnie ze smyczy i wskaże palcem Hollywood. Taka praca.
Michał Walkiewicz
Dziennikarz filmowy, współautor książek o kinie, grach wideo i kulturze cyfrowej, autor audycji radiowych, podcastów i programów wideo. Laureat dwóch nagród PISF, MediaTora oraz Konkursu im. Krzysztofa Mętraka. Były redaktor naczelny Filmwebu (2011-2024) oraz wykładowca w Liceum Kreacji Gier Wideo. W Kanale Zero mówi o kulturze. W Zero.pl będzie o niej pisał. A jak pozwolą, to i o AC Milanie, psach chihuahua oraz czyszczeniu końskich kopyt.
foto, źródło. Zero.pl
